• Wpisów: 21
  • Średnio co: 89 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 12:25
  • Licznik odwiedzin: 2 707 / 1963 dni
 
marzyyycielka
 
Uśmiech...To...Magia...: * ROZDZIAŁ XIV *

…Rano na stole w kuchni czekało na mnie śniadanie.  John jak zwykle był w pracy, a ja postanowiłam potowarzyszyć Jennifer w jej zajęciach tanecznych.  Jej dom ze szkołą tańca dzieliły tylko dwie przecznice. Po krótkim spacerze na skrzyżowaniu ulic stał piętrowy budynek, na którym widniał wielki napis „ Abby Lee Dance Studio”. Abby Lee była dyrektorką, założycielką i choreografką w tym studio. Jennifer opowiedziała mi, że pani Abby jest przyjazną i pełną życia osobą, lecz czasem bardzo wymagającą, choć akurat ta cecha jest bardzo potrzebna w tym zawodzie.  Po 5 minutach przybyli wszyscy uczniowie i przystąpili do rozgrzewki w rytm muzyki płynącej z radia. Postanowiłam usiąść w kącie, tak aby nikomu nie przeszkadzać, ani nie wrzucać się w oczy. Nagle muzyka ucichła. Okazało się, że to pani Abby wyłączyła radio.

- Moi drodzy pragnę, aby każdy z was zaprezentował krótki taniec ułożony przez was samych – powiedziała tęga kobieta w średnim wieku – Na początek może Jennifer Owen zaprezentuje swoją solówkę.

Było widać, że brunetka wychodząc na środek sali była mocno zdenerwowana, lecz po pierwszych dźwiękach muzyki jej ruchy wprawiały w osłupienie. Każdy gest był starannie zaplanowany, a cały układ opowiadał jakby historię. Po ostatnim kroku rozległy się gromkie brawa, a poliki dziewczyny zaróżowiły się. Pani choreograf pochwaliła dziewczynę kłaniając się przed nią, będąc pełną podziwu jej talentu tanecznego. Po skończonych zajęciach wróciłyśmy do domu na obiad, który jakimś cudem ugotował John choć talentu do gotowania on nie miał.

- Tatusiu mam do ciebie pytanie – powiedziała Jennifer błagalnym tonem
- Jaką?
- Bo chodzi o to, czy mogłabym wyjść wieczorem z Emmą? – zapytała dziewczyna robiąc przy tym minę osoby błagającej o przebaczenie
- To zależy gdzie i o której wrócicie
- Chodzi o to, że chciałabym pokazać Emmy miasto nocą, więc powinnyśmy wrócić coś po północy – było widać, że John połapał się, że wcale nie chodzi o spacer tylko o wypad do klubu, ale po mimo tego zgodził się.

Wieczorem Jennifer zabrała mnie do klubu, w którym jak sama mówiła nawet podłoga tańczy w rytm muzyki. Zgodziłam się z nią iść, bo nie miałam nic innego do zrobienia, a chwila rozrywki każdemu człowiekowi jest potrzebna. Po wejściu do klubu dziewczyna od razu wskoczyła na parkiet. Było widać, że jest w swoim żywiole. Dołączyłam do niej, a po paru chwilach było tak gorąco i duszno, więc postanowiłam iść do baru czegoś się napić. Usiadłam obok chłopaka, którego jak miałam wrażenie, że już kiedyś widziałam. Barman podał mi bezalkoholowego drinka.

- Co tak piękna dziewczyna robi sama w klubie? – zapytał chłopak robiąc przy tym oczy uroczego chłopca
- Skąd wiesz, że jestem sama?
- To proste, bo nie jesteś ze mną, czyli największym twoim adoratorem – powiedział chłopak poruszając brwiami
- Jesteś śmieszny, a zarazem żałosny. A tak poza tym to Emma jestem
- Emma co to za piękne imię. Jestem Siva, taki nieznany wokalista z nieznanego zespołu The Wanted
- Wiedziałam, że skądś cię znam
- Hmm… może zatańczymy ? – zaproponował chłopak prosząc o moją rękę jako gest do zaproszenia do tańca. Zgodziłam się i wcale tego nie żałowałam. Naprawdę był dobrym tancerzem.
- Księżniczko wybiła godz. 1:00, czas wracać – podbiegła do mnie Jennifer
- Szkoda, że już musisz iść – powiedział Siva przytulając mnie na pożegnanie – mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś zobaczymy

W drodze do domu cały czas myślałam o chłopaku, który zrobił na mnie takie ogromy wrażenie. W głębi duszy chciałam się z nim jeszcze spotkać. W jego towarzystwie czułam się bardzo dobrze. Niestety zrobiłam jeden głupi błąd, zapomniałam o moim księciu z bajki, który czeka na mnie nie zważając na kilometry jakie nas dzielą.
Rano obudził mnie dźwięk telefonu.

- Jak mogłaś mi to zrobić? – w słuchawce usłyszałam zrozpaczony głos Harrego
- Ale o co chodzi? – pytałam zaspana, nie wiedząc o co się rozchodzi
- Nie udawaj głupią – chłopak rozłączył pozostawiając mnie z ogromnym pytaniem – Co ja takiego zrobiłam?

Schodząc na dół zobaczyłam Jennifer z dziwnym uśmiechem na twarzy, która trzymała w rękach jakąś gazetę.

- No nie wiedziałam, że po jednym spotkaniu już jesteście razem – nie rozumiałam jej, chwyciłam gazetę, a na stronie głównej widniał wielki napis „ Siva Kaneswaran ma nową dziewczynę”. Pod tytułem znajdowało się zdjęcie, na którym rozmawiam ze znanym wokalistą, a na drugiej stronie wyglądamy jakbyśmy się całowali. W tedy już wiedziałam o co chodziło Harremu. Próbowałam do niego zadzwonić, wytłumaczyć, że to nie tak. Niestety chłopak nie odbierał ode mnie telefonów, w sumie to mu się wcale nie dziwie. Ledwo co powstrzymałam łzy. Bałam się, że to może być koniec naszego związku. Zadzwoniłam do Mischell, chciałam wytłumaczyć to nie porozumienie. Bałam się jej reakcji. Na szczęście uwierzyła mi. Nagle dostałam sma’a. Myślałam, że to od Hazzy, ale wyświetlił się jakiś nieznany numer.

„Cześć tu Siva. Na pewno widziałaś już gazety. Przepraszam, że tak to wyszło. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Mój menager postara się, aby ta plotka została przyciszona. Nie chcę żebyś się martwiła jakimiś plotkami i miała przez to jeszcze jakieś problemy. Jeszcze raz przepraszam.”

Chciałam zostać w domu, położyć się i przemyśleć to jeszcze raz na spokojnie. Niestety nie było mi to dane, ponieważ John wymyślił sobie jakąś wycieczkę. Nie chciał powiedzieć gdzie jedziemy, a ja nie miałam wcale ochoty na odkrywanie nowych miejsc. Jednak musiałam się wziąć w garść. Jennifer nie jechała z nami, ponieważ miała zajęcia taneczne. Po dłuższej jeździe samochodem dotarliśmy na samo wzgórze Los Angeles, na którym widniał ogromny napis „HOLLYWOOD”. Niestety nie mogłam podejść bliżej do napisu, ponieważ teren był ogrodzony. Ze wzgórza rozciągała się cała panorama miasta. Wiatr delikatnie muskał zimnym powietrzem moją twarz. Pomyliłam się twierdząc, że to będzie kolejna głupia wyprawa. Tego widoku nie zamieniłabym na żaden inny.

- Co ci jest Emmo? – zapytał John ojczynym głosem.
A ja zrobiła minę biednego dziecka i wytłumaczyłam mu całe zajście. John przytulił mnie i wiedział, że ta sprawa szybko się wyjaśni. Nagle zaczęło padać, a do tego było już ciemno, więc musieliśmy się zbierać. Wiedziałam jedno, że jeszcze w to tajemnicze miejsce kiedyś wrócę. Deszcz mocno padał, tak, że nawet wycieraczki samochodowe ledwo dawały sobie radę. Do tego było ciemno i ślisko na drodze.  Nagle zza zakrętu wyłoniły się dwa, oślepiające światła samochodu ciężarowego. John stracił panowanie nad kierownicą, a ja nie wiedziałam, co się dzieje. Wpadliśmy w poślizg. Hamulce jakby przestały działać. Pisk opon. Dachowanie samochodu. Okropny ból. Jakaś krew. Ciemność. Strach. Senność. Zamknięte powieki. Czy ja umieram?...

Nie możesz dodać komentarza.

 
  •  
     
    To Ci się porobiło..!
    Kurde Harry nie zachowuj sie jak dziecko któremu wypadł cukierek..!!!!
    Wypadek ? Coo im bd ? No ey. przeżyje ?
    Mam nadzieję że się dobrze skończy.!! <3
    Fenomen. Bardzo mi się podoba.! ; D