• Wpisów: 21
  • Średnio co: 92 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 12:25
  • Licznik odwiedzin: 2 772 / 2027 dni
 
marzyyycielka
 
Uśmiech...To...Magia...: *ROZDZIAŁ XIII*

...- Witaj córcio!
- Tato co ty tutaj robisz?
- Wejdź do środka. Wszyscy się za tobą stęsknili – powiedział łagodnym głosem mężczyzna w średnim wieku.

Wchodząc do salonu Kate rzuciła się w moje ramiona, a mama z babcią mocno przytuliły. Widziałam, że mama coraz lepiej wygląda i w ogóle nie widać po niej,  że jeszcze tydzień temu leżała w szpitalu.  Byłam bardzo zmęczona po podróży, wiec postanowiłam iść do swojego nowego pokoju, który znajdował się na piętrze. Wchodząc do niego jedyne na co miałam siły to rzucenie walizek w kąt i położenie się na miękkim łóżku. Niestety spokoju zaznać nie mogłam, ponieważ mój tata chciał ze mną porozmawiać.

- O co chodzi tato?
- Muszę powiedzieć ci coś ważnego. Chodzi o to, że jak wiesz od rozwodu z twoją mamą jestem z Leną, której ostatnio się oświadczyłem i chcemy jak najszybciej się pobrać.
- Yyy….nie wiem co powiedzieć…gratulacje
- Ale jest jeszcze jedno. Będziesz miała małego braciszka, ponieważ Lena jest w ciąży
- Brata!...
- Wiem, że to cię zaskoczyło. Aha postanowiłem, że powinnaś poznać Lene, dlatego polecimy do niej już jutro rano, do naszego nowego domu, który jest również twoim Emmo, do Barcelony.
- Mieszkasz w Barcelonie…to wspaniale
- Tak to niezwykłe miasto, dlatego powinnaś je zobaczyć. Teraz już odpoczywaj po takim nadmiarze wiadomości.

Tata miał racje po takim nadmiarze wrażeń szybko usnęłam. Budząc się wieczorem nie mogłam wytrzymać by nie powiadomić kogoś z Londynu. Cieszyłam się, że dziewczyny pojechały z chłopakami w trasę koncertową.  Na szczęście na skaype była Mischell, ale jak się okazało dołączył do niej również Harry. Oboje byli zaskoczeni nowymi faktami. W tle widziałam Louisa, oraz dowiedziałam się, że Liam z Caroline poszli do kina i jeszcze nie wrócili choć dochodziła godzina jedenasta w nocy. Widziałam również jak Michell była szczęśliwa z Lou. Cieszyłam się, że moje przyjaciółki, są szczęśliwe.
Niestety rano musiałam wcześnie wstać, bo lot do Barcelony miałam o godz. 9:00. Całe szczęście, że walizki miałam już spakowane. Niestety mama i Kate nie mogły ze mną lecieć, ponieważ mama nie czuła się jeszcze tak dobrze, aby latać samolotem, a moja mała siostra nie mogła, ponieważ dostała ospy.  Po dotarciu na lotnisku czekał na mnie 3 godzinny lot samolotem, ale były warto, ponieważ widok Barcelony był nieziemski. To jest naprawdę piękne miasto.  Z lotniska udaliśmy się do nowego domu taty, ale jak ciągle on zaznaczał również mojego domu. Przed moimi oczyma ujrzałam ogromy, piętrowy dom w stylu meksykańskim, który otaczały wysokie palmy. W progu drzwi przywitała mnie kobieta uginająca się pod ciężarem własnego brzucha, o włosach kolory blond i przyjaznym uśmiechem na twarzy.

- Witaj Emmo jestem Lena i mam nadzieję, że złapiemy ze sobą dobry kontakt
- Dzień Dobry ja też mam taką nadzieję

Oprowadziła mnie po wszystkich pokojach i pokazała ogród, w którym znajdował się basen.  Później poszliśmy razem we dwójkę, a właściwie w trójkę <bo nie zapominając o moimi nowym braciszku> na spacer. Tata nie mógł iść z nami, ponieważ jak zwykle musiał załatwić ważne sprawy.  Dużo ze sobą rozmawialiśmy i wydała mi się to być bardzo miła kobieta. Zapomniałam nawet o tym, że po części to ona doprowadziła do rozwodu moich rodziców.  Opowiedziała mi jak spotkała mojego tatę i jak się cieszy z mojego przyjazdu.  Nie wiedząc kiedy zrobił się wieczór, wiec wróciliśmy do domu. Barcelona jest bardzo ciekawym miastem, w którym czułam się bardzo dobrze, trochę tajemniczo. Pomogłam Lenie z przygotowaniu kolacji przed powrotem mojego ojca.

- Mam Emmo do ciebie niespodziankę – powiedział tata całując mnie w czoło na przywitanie
-  Hmm…jaką?
- Wiem jak bardzo podoba ci się tutaj ale niestety za długo sobie nie pobędziesz, ponieważ jutro z ranna masz kolejny lot samolotem do Los Angeles
- Wow…nie wiem co powiedzieć
- Postanowiliśmy z ojcem zrobić ci niespodziankę, ale również musimy mieć teraz trochę wolnego czasu na przygotowania, wiec polecisz sama, ponieważ po twoim tygodniowym wypadzie do LA czeka cię jeszcze nasz ślub w Barcelonie. – oznajmiła Lena
- Ślub…wow…gratulacje – mówiłam z pełnym zdziwieniem.

Po kolacji poszłam się położyć, bo jutro czekał mnie kolejny wyjazd. Całe szczęście, że ktoś wymyślił skype’a, więc  mogłam od razu się podzielić tymi nowymi wiadomościami z mamą i przyjaciółkami.
Rano przed domem czekał już na mnie w samochodzie tata. Pożegnałam się z Leną i pobiegłam do niego. Byłam szczęśliwa widząc go uśmiechniętego, ponieważ wiedziałam jak dumny ze swojej rodziny i nowej przyszłej żony jak i dziecka.  W samochodzie dowiedziałam się, że w LA, przez ten tydzień opiekować się mną będzie jego stary znajomy wraz z jego córką w moim wieku.  W samolocie okropnie się wynudziłam, ponieważ leciałam aż 16 godzin. Nie miałam zielonego pojęcia jak chłopacy mogą tyle latać na koncerty. Po wyjściu z samolotu czułam się kompletnie samotna. Tłum turystów z samolotu wiedział gdzie idą a ja nawet nie wiedziałam jak wygląda przyjaciel mojego taty. Po chwili ujrzałam dziewczynę z ciemno brązowymi włosami, która trzymała tabliczkę z imieniem „Emma”.  Pomyślałam, że chyba chodzi o mnie więc podeszłam się przywitać.

- Część jestem Emma Switch – miałam nadzieje, że dziewczyna, która spojrzała się na mnie szorstkim wzrokiem okaże się córką przyjaciela taty, a ja nie wyjdę na kretynkę.
- Hej jestem Jennifer a to jest mój tata – odpowiedziała brunetka z przyjaznym wyrazem twarzy
- Dzień dobry Emmo jestem John Owen i będę opiekował się tobą podczas pobytu w LA, oraz będę spełniał każde twoje zachcianki – powiedział z przyjaznym uśmiechem na twarzy mężczyzna w średnim wieku, o siwych włosach, lekko przygarbionej postawie, ubrany w garnitur na którym widniał napis „Pilot Passenger Aircraft John Owen” – choć pojedziemy odwieź twoje walizki do naszego domu i później pokażemy ci miasto.

Chwile później samochód zatrzymał się przed piętrowym, małym domem, który nie wyróżniał się niczym od otaczających go domów.

- Dziewczyny daję wam czas wolny, ponieważ ja muszę jechać na chwilę do pracy. Wrócę na kolację a ciebie Jennifer proszę żebyś pokazała miasto Emmie -  powiedział John patrząc na swoją córkę trochę tajemniczym wzrokiem.
Jennifer okazała się być bardzo miłą osobą.

Opowiedziała mi o tacie, który jest pilotem i wiecznie nie ma go w domu, więc czuje się samotna w tak wielkim mieście. Powiedziała mi, że jej mama zmarła przy porodzie, więc zna ją tylko ze zdjęć i opowiadań taty. Bardzo kocha tańczyć, ponieważ może w tedy wyrazić swoje uczucia i emocje. Pokazała mi różne zakątki tego niezwykłego miasta, w którym bardzo dobrze się czułam. Najbardziej spodobało mi się miejsce w parku, przy fontannie stała zwykła, drewniana ławka, z której widok na otaczające ją drzewa powodował u mnie wewnętrzny spokój, spokój jakiego nie było w tym szalonym mieście. Mieście, o którym się mówiło, że nigdy nie zasypia, co było prawdą. Z biegiem odkrywania nowych miejsc robiło się coraz ciemniej, więc musiałyśmy wracać do domu, na kolację. Nocą widok miasta jeszcze bardziej przypierał dech w piersiach.

- Hej już późno. Co robisz? - zapytała ze zdziwieniem brunetka ubrana w śmieszną piżamę z myszką Miki.
- Wpatruję się w to piękne miasto
- mhm...Hej co powiesz na no żebyś jutro poszła ze mną na moje zajęcia taneczne. Poznasz moich znajomych i wg.
- Sądzę, że to dobry pomysł
- Aha bym zapomniała jeszcze jedno...Witaj w Los Angeles, miasta aniołów Emmo! - powiedziała Jennifer przytulając mnie na dobranoc. Jej ostanie zdanie wywołało na mojej twarzy uśmiech. Od zawsze chciałam odwiedzić to miasto i teraz moje marzenie się spełniło. Wiedziałam jedno marzenia się spełniają, potrzeba tylko czasu...

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego