• Wpisów: 21
  • Średnio co: 92 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 12:25
  • Licznik odwiedzin: 2 772 / 2027 dni
 
marzyyycielka
 
Uśmiech...To...Magia...: *ROZDZIAŁ IX*

...Caroline, byłą dziewczynę Harrego. Była zupełnie pijana i ledwo co szła w swoich wysokich szpilkach.
- O moje gołąbki sobie spacerują - powiedziała prawie przewracając się
- A ty co tu  robisz? - zapytał Hazza
Dziewczyna popatrzyła na mnie zabójczym wzrokiem, a później podeszła do Harrego i pocałowała go w usta. Nie wiedziałam co wtedy o tym myśleć, stałam i patrzyłam jak była para jakby znowu była razem, a do tego namiętnie się całuje. Chłopak nawet nie zareagował. Postanowiłam odwrócić się i poszłam do domu.  Słyszałam tylko za sobą, że ktoś mnie woła, ale ja nawet nie odwróciłam się. W oczach miałam łzy. Jaka ja głupia byłam, myślałam że ten spacer i rozmowy znaczą coś więcej. Zrobiłam sobie tylko nadzieje. Poszłam do swojego pokoju potykając się po drodze o torbę z moją nową sukienką. Położyłam się i po prostu płakałam, tak naprawdę nie wiedząc dlaczego. Po chwili usłyszałam pukanie do moich drzwi, które na szczęście były zamknięte. Nie wiedząc nawet kiedy usnęłam.
Rano świat wydawał się jakby prostszy. Przemyślałam sobie wszystko i doszłam do wniosku, że on chciał być po prostu przyjacielem, a ja głupia, źle odczytałam znaki, zresztą jak zwykle. Wchodząc do kuchni przy stole siedział tylko Hazza.
- O hej - przywitał mnie zielonooki brunet - dlaczego wczoraj uciekłaś?
- yyy...ja po prostu nie chciałam wam przeszkadzać- próbowałam wyjaśnić
- Coś ty przecież nie przeszkadzałaś. Wiem, że to mogło trochę dziwnie wyglądać, ale nie wiem dlaczego ta wariatka się na mnie rzuciła, chyba po prostu była pijana...może dlatego - tłumaczył mi Harry jakby chciał w to sam wierzyć
- Nie naprawdę nie tłumacz się...a reszta gdzie jest? - zapytałam próbując zmienić temat
- Czekają na mnie w samochodzie...właściwie to ja już muszę iść...wrócimy wieczorem - mówił to prawie przewracając się o szafkę na buty.
Po jakiś dwóch godzinach ogarnęła mnie kompletna nuda. Postanowiłam posprzątać w domu i zrobić jakieś zakupy, ponieważ lodówka świeciła pustkami, a Niall byłby wtedy bardzo nie zadowolony. Włączyłam muzykę na full i zabrałam się za odkurzanie i ścieranie kurzu. Zajęło mi to dość dużo czasu, ponieważ dom był piętrowy, ogromny, a do tego mieszkała w nim aż piątka chłopaków. Całe posprzątanie domu zajęło mi około pięciu godzin. Później poszłam do supermarketu. Zakupy dla tylu osób nie były czymś łatwym. Przy kasie nie wiedziałam w jaki sposób dojdę do domu z tyloma siatkami. Szłam na pieszo, a w połowie drogi do domu jedna z siatek nie wytrzymała takiego ciężaru i po prostu pękła. Stałam na chodniku jak idiotka z siatkami, a wokół mnie leżały rozsypane jabłka. Nie wiedząc dlaczego zaczęłam się śmiać sama z siebie, a ludzie nie dość, że mi nie pomogli, a tylko się dziwnie gapili. Nagle przystanął obok mnie samochód, a z okna usłyszałam głos:
- A ty co robisz wariatko? - ty był głos Zayna
- Ja sobie grzecznie idę do domu ze sklepu
- Daj pomogę ci - z samochodu wysiadł Louis i pomógł mi zapakować zakupy do bagażnika. Gdy dojechaliśmy do domu chłopacy pomogli przygotować mi kolację. Liam a tym czasie poszukał jakiegoś filmu, a po wspólnym głosowaniu stanęło na horrorze "Nienarodzony". W połowie filmu, gdy naprawdę się bałam i w sumie nie tylko ja, a każdy z chłopaków, usłyszałam szmer, który dobiegał z regału na książki w salonie.
- ciii....słyszycie to - próbowałam uciszyć chłopaków - jakiś odgłos słychać
- no weź mnie nawet nie strasz - powiedział Liam z przerażonymi oczami. Wyłączyłam dźwięk i wszyscy próbowali się wsłuchać w głuchą ciszę. Nagle pojawił się ten sam odgłos, jakby drapanie o ścianę.
- Teraz słyszę - mówił szeptem Zayn
Nagle przez cały salon przebiegła mała, szara mysz, która schował się teraz za szafką w kuchni.
Wyskoczyłam z przerażenia na stolik.
- Co to było? - krzyknął Harry
- Po prostu to była mała bezbronna myszka - powiedział z zupełnym spokojem Niall
- Ale ona nie może z nami mieszkać - powiedział Louis - co teraz robimy?
- Mam pomysł zadzwonimy po Paulla - oznajmił Liam
Krótko po tym jak Liam przedzwonił przyszedł ochroniarz, Paull.
- Co się stało? - zapytał
- Tam na szafką w kuchni siedzi mysz - tłumaczył z zdenerwowaniem Harry.
- Oj biedactwa małej myszki się boją - zaśmiał się ochroniarz
- Ja to samo im mówiłem  - wykrzyknął dumny z siebie Niall.
Paull założył łapkę na myszy koło szafki w kuchni, a my mogliśmy iść spać za spokojem, powiedzmy, ponieważ każdy bał się iść spać. Za dużo było myśli w głowie z powodu obejrzanego do połowy horroru i sprawy z myszą. Siedzieliśmy na kanapie, a każdy patrzył na łapkę i modlił się w duchu o to aby tej myszki już nie było. Wybiła już godzina pierwsza w nocy, a mysz jak się nie złapała tak się nie złapała. Louis, Zayn i Niall już spali. A ja sama nie wiedziałam kiedy też usnęłam.
Rano, gdy otworzyłam oczy myślałam, że był to po prostu zły sen i, że nie ma żadnej myszy. Ale to też nie to było moim głównym problemem, ponieważ obudziłam się w trochę niezręcznej sytuacji...

Nie możesz dodać komentarza.